facebook

Artykuły

Dzień dobry, w czym możemy pomóc?

Wiemy, jak trudna jest przeprowadzka do obcego kraju. Sami przez to przeszliśmy. Potrafimy z pamięci wyrecytować listę problemów, przed którymi staje emigrant. Oczywiście, że nie całą, bo są takie, z którymi spotykamy się w naszej pracy po raz pierwszy. Jednak teraz, czerpiąc z naszych doświadczeń i wiedzy na temat brytyjskiego systemu, wiemy, co należy zrobić, z kim rozmawiać… I robimy to, bo w ten sposób możemy Wam pomagać.

Zachęcamy was do przeczytania listów otrzymanych od naszych klientów, którym udało się nam pomóc.

Paweł Sarniewicz:

Po raz pierwszy miałem okazje być świadkiem tego, jak funkcjonuje „Latarnia” (Lighthouse), kiedy próbowałem pomóc zaprzyjaźnionej parze. Jan i Halina byli w ciężkiej sytuacji finansowej i po długim czasie bez pracy spotkało ich bardzo przykre doświadczenie. Jan miał wylew, po którym spędził dwa miesiące w szpitalu i po powrocie do domu potrzebował intensywnej opieki, tak więc Halina spędzała z nim większość czasu. Do tego oboje nie mówili po angielsku i nie wiedzieli, o jaką pomoc finansowa ze strony państwa mogą się ubiegać. Widząc tę całą sytuację, wiedziałem, że nie pomoże samo tłumaczenie z angielskiego na polski, że potrzeba tutaj czegoś więcej – kogoś, kto zna system i prawo. Wtedy przypomniała mi się „Latarnia”. Miałem jeszcze starą ulotkę schowaną w notatniku i zadzwoniłem do Tonego, opisałem mu całą sytuację, od razu było widać, że orientuje się bardzo dobrze w całej sytuacji i jest bardzo chętny do pomocy. Umówiliśmy się na spotkanie i zawiozłem go do mieszkania Jana i Haliny, gdzie później byłem tłumaczem pomiędzy nimi a Tonym.

Widziałem od początku, że to była dobra decyzja, aby zwrócić się o pomoc do Tonego. Widać było jego ogromne zaangażowanie w cala sprawę, jak również pasję i cierpliwość do pomocy innym ludziom. Sam nie wiedziałbym, co zrobić z taką ogromna ilością dokumentów, on zaś potrafił szybko przez nie przebrnąć i ustalić priorytety. Jan i Halina udzielili Tonemu autoryzacji, aby mógł zacząć kontaktować się z poszczególnymi placówkami i zacząć wszystko porządkować. Po kilku dniach spotkaliśmy się ponownie i ustaliliśmy kierunek, w którym należy podążać, jakie formularze wypełnić, z którymi organizacjami rządowymi się skontaktować itd. Tony również towarzyszył z Halinie podczas wizyt w Jobcentre.

Osobiście poleciłbym Latarnie każdemu, kto po prostu szuka pomocy. Pomoc Tonego okazała się bezcenna w całej sytuacji, ponieważ zna system, prawo i to jak poszczególne gałęzie rządu funkcjonują miedzy sobą i jak się z nimi kontaktować. Bez niego nie wiedzielibyśmy, od czego zacząć.

Natalia:

Lighthouse wspomógł mnie w apelacji do Councilu o rejestracje na „Homebid” w City Council. Na początku moja aplikacja została odrzucona pomimo załączonych zaleceń medycznych dla moich dzieci. Jako dzieci „special needs” (autyzm) mają one szczegółowo opisane wytyczne na temat warunków zamieszkania. Obecne mieszkanie niestety tych warunków nie spełnia. Ponad to w ścianach pomiędzy łazienką a sypialniami grasowały szczury, przez co dzieci nie mogły spać, co cała rodzina była wyczerpana w ciągu dnia. Dzieci były poirytowane. Ich stan określało się jako „meltdown” i „overstimulation” z powodu wyczerpania i braku snu. Dodatkowo dzieci bały się używać łazienki. Dostaliśmy szybką pomoc od Lighthouse. Obecnie jesteśmy zarejestrowani na „homebid”, otrzymaliśmy dodatkowe punkty oraz wzięto pod uwagę zalecenia medyczne naszych dzieci (medical priorities). Dodatkowo w końcu po ponad półtora roku bezskutecznych próśb kierowanych do Councilu został rozwiązany problem szczurów. Jedna cicha noc wystarczyła, aby rodzina spała spokojnie do rana i obudzili się wypoczęci. Nasz starszy synek nawet skorzystał z toalety p oraz pierwszy od bardzo dawna! Dla nas to ogromy postęp. Bardzo dziękujemy za waszą pomoc, bez której nie dalibyśmy rady przebić się przez mur biurokracji w Councilu, a co za tym idzie zapewnić dzieciom dostosowanych do ich potrzeb warunków.

Agata:

Jesteśmy wdzięczni Panu Tony’emu Weafer i Lighthouse za pomoc w rozwiązaniu problemów z agencją mieszkaniową. Od czterech miesięcy nie mieliśmy sprawnych drzwi wejściowych, niemal cały czas kontaktowaliśmy się z agencją i zadawaliśmy pytanie: kiedy naprawią zamek. Niestety z tygodnia na tydzień zbywano nas. Kolejny problem to pleśń wokół okien i co się z tym wiąże – niedziałający, odkąd się wprowadziliśmy, wentylator ścienny. Oprócz drzwi największym problemem była inwazja larw moli ubraniowych zagnieżdżonych w wykładzinie dywanowej w sypialni. Larwy te zauważyliśmy na dzień po podpisaniu umowy wynajmu. Na szafie, która była wbudowana w sypialni oraz na ścianie, oczywiście zgłaszaliśmy to agencji. Ta zaś obwiniała nas za spowodowanie wszystkich problemów, które mamy – larwy moli są nasze, ponieważ gotujemy i oddychamy, to grzyb też jest nasza winą, a drzwi też mamy nie wymienione, ponieważ będąc w pracy, nie możemy odebrać telefonu i umówić się na pomiar.

W problemach z agencją i wyegzekwowaniem od nich napraw nie pomógł nawet Council, natomiast Tony w dwa dni zorganizował spotkanie: z agencją oraz przedstawicielem z Council’u, na którym załatwił nam zwrot wszystkich kosztów, które ponieśliśmy w związku z wyżej wymienionymi problemami oraz wymianę i naprawę wszystkich niedziałających urządzeń w mieszkaniu.

Tony Weafer jest najbardziej pomocną i kompetentną osobą, jaką udało nam się poznać przebywając w Wielkiej Brytanii! Dziękujemy!

Agata:

Tony, działający w Lighthouse, jest bardzo miłym i godnym zaufania człowiekiem. Od dość długiego czasu miałam problem z sąsiadami, ale tylko pomoc i skuteczne działanie Toniego zmieniła po części moje życie, to dzięki jego interwencji policja zaczęła traktować nas poważnie. Jako matka dwóch dorastających synów nie miałam siły przebicia. Samotne kobiety często są łatwym łupem dla takich ludzi jak moi sąsiedzi. Organizacja jest bardzo skuteczna i pomocna w szerokim zakresie.

Kasia:

Tony z Lighthouse to bardzo dobry człowiek. Pomógł mi w wielu sprawach, nigdy nie odmówił i zawsze znalazł dla mnie czas. Zawsze kiedy z nim rozmawiam, jest bardzo wesoły, miły i przyjazny. Zawsze można mu ufać we wszystkim i zawsze doradzi najlepiej, jak potrafi.

Marlena i Szymon:

Kilka miesięcy temu miałam ogromny problem. Dostałam list z Councilu, informujący o tym, że ja i mój syn musimy opuścić mieszkanie socjalne. Długa historia, której nie będę opisywać. W pewnym momencie poczułam, że wali mi się świat. Nie poddałam się, zaczęłam szukać pomocy. Znalazłam Lighthouse. Dali mi nadzieję, że nie wszystko stracone. Nie zostawili samej. Pomogli, jak tylko potrafili i naprawdę się bardzo starali. Dzwonili, gdzie tylko się dało, żeby zaczerpnąć jakichkolwiek informacji. Udawali się razem ze mną na spotkania. Lighthouse dziękuję za tak wspaniałą pomoc i dziękuję że jesteście.

Anna:

Witam serdecznie! Chciałabym z całego serca podziękować za pomoc i wsparcie dla mnie i mojej rodziny, za dobre słowo i doradztwo oraz troskę. W dzisiejszych czasach spotkać takich ludzi o ogromnym sercu takich Tony Weafer to niebywałe. Jeśli znalazłeś/aś się w ciężkiej lub trudnej sytuacji zgłoś sie do fundacji Lighthouse, a na pewno uzyskasz pomoc.

Co możemy powiedzieć!? Może tylko: Dzień dobry, w czym możemy Ci pomóc?

Leave a Reply